Strona domowa Minia

Ascetyzm zgodny z HTML5

Stop myśleniu

Niedawno, podczas codziennego karmienia się feedami, natrafiłem na kolejną akcję internetową. Tym razem jej twórcy grzmią Stop głupim statusom!.

Wcześniej, tego samego dnia, dowiedziałem się, że można być dumnym z bycia pasożytem.

Spowodowało to, że stworzyłem naprędce listę akcji internetowych ze stop w nazwie, na które się natknąłem. Oto ona (kolejność pozycji półprzypadkowa):

Prócz pierwszych dwóch (których w mniejszym stopniu dotyczy również cała dalsza część artykułu), wszystkie z nich mają kilka cech wspólnych. Są to niektóre (lub, o zgrozo, wszystkie) ze zbioru:

Krótko — wszystkie wyglądają, jakby zostały stworzone pod wpływem natchnienia przez nastolatków, którzy — w obawie przed ujściem weny twórczej — poświęcili na swe dzieła nie więcej niż jeden wieczór.

Jednak wbrew swym zamiarom, dostarczyli oni wyjątkowo dużo materiału do badań nad tym, co aktualnie dzieje się w Internecie. Poniższy artykuł jest nieudolną próbą przeprowadzenia takiego badania. Za wzór wziąłem sobie listę, którą skompletowałem powyżej — teraz zajmę się każdym z jej punktów.

Przepis na akcję internetową

1. Weź jeden cel

W idealnym świecie każda rzecz robiona jest z myślą o efektach, jakie jej wykonanie przyniesie. Gdy efekty są miłe sercu wykonawcy, stanowią doskonałą motywację. Gdy jest przeciwnie — można mówić o zniechęceniu. Tutaj oczywiście mamy do czynienia z pierwszym rodzajem działania.

Celem zawsze jest wymuszenie na czytelnikach konkretnego działania. Zazwyczaj jest to niewykonywanie jakiejś czynności. We wszystkich wyżej przedstawionych akcjach twórcy piętnują zachowania, które spotkać można tylko w Internecie — nie pomylę się więc chyba zbytnio, jeżeli powiem, że zachowania „wirtualne”.

Konkludując — celem każdej z tych akcji jest naprawaposprzątanie Internetu, jak wyczytałem w komentarzach do jednej z nich. Każdy osobnik lepiej obeznany w zakamarkach tej pajęczyny przyzna, że cel jest zacny. Nie można więc wymienionym wyżej stronom zarzucić zgnilizny w założeniach.

2. Obierz go dobrze

Znalazła się ona w realizacji. Twórcy nie zbadali dokładnie poruszanych przez siebie kwestii, przez co ich opracowania są przynajmniej niedokładne. Brak w nich praktycznie wszystkich elementów koniecznych do nazwania pracy „dokładną” lub „godną zaufania”: obiektywnych danych statystycznych dostarczonych przez niezależne podmioty, szczegółowego opisu „choroby”, przedstawienia symptomów, zrozumiałego nakreślenia procesu „leczenia” wraz z uwzględnieniem ciągu przyczynowo-skutkowego. Pokrótce podam, dlaczego elementy te są ważne:

Przez brak owych elementów, akcja zmniejsza swoją skuteczność, nie przekonując wszystkich czytelników. Z tego powodu nie osiąga swojego celu. Na szczęście rzadko powoduje więcej szkód niż pożytku.

3. Potnij go na kilka elementów

Niestety, dokładność i krótkość rzadko chodzą w parze. Zazwyczaj jedno odbywa się kosztem drugiego. Twórcy wspomnianych stron prawdopodobnie wyszli z założenia, że w żyjemy zbyt szybko, by mieć czas na dogłębne zapoznawanie się z każdą kwestią, więc postanowili podać informacje w formie skondensowanej. Efekt? Nieprzekonywujący zlepek zdań.

4. Połóż je w ciepłym miejscu na kilka godzin

Jest to pewna forma pierwszego braku przedstawionego w punkcie drugim.

Twórcy akcji zazwyczaj wypowiadają się autorytatywnie (skuteczność takiego działania przedstawił Schopenhauer w swej Erystyce). Problem tylko w tym, że aby Wybieg 26. odniósł skutek, przytoczony autorytet musi być powszechnie — a przynajmniej przez czytelnika — uznawany. Nie wydaje mi się, by wielu za taki uznało osobę, która nie podpisuje się nawet swoim nazwiskiem, a jedynie pseudonimem, na temat którego niewiele potrafi powiedzieć najpopularniejsza wyszukiwarka internetowa.

5. Posyp pieprzem, aby dodać pikanterii

128 lat walki o język polski pod zaborami, a teraz w kraju moda na "bez polskich znakow", świat sie kończy...

Wojciech „McMonster” Pisarski

Jedna z wymienionych akcji, której nie dotyczy ten artykuł, BYKOM-STOP, opisuje problem. Nie widzę większego sensu powtarzać, więc dodam tylko kilka słów na ten temat:

Przez stosunek danej osoby do swojego języka można wiele wywnioskować. W oczy rzuca się niedbalstwo, braki w wykształceniu czy niekonsekwencja. W Internecie powszechna jest postawa jeżeli nie starasz się, aby być zrozumianym, ja nie staram się, aby cię zrozumieć. Pisanie niepoprawną polszczyzną jest też dobrym sposobem, aby stracić szacunek w oczach innych (patrz poprzedni punkt). Nie dbając o pisownię, autorzy zniechęcają do siebie i swojej akcji odbiorców, czego efekty są odwrotne od zamierzonych na samym początku.

6. Podgrzewaj przez kwadrans w piekarniku o temperaturze 100°C

Jakkolwiek wiele produktów FLOSS jest wartych uwagi (czasem sprawdzają się nawet lepiej niż ich prawnie zastrzeżone odpowiedniki), stanowią one chlubny wyjątek. Żyjemy w świecie, gdzie niewiele rzeczy jest za darmo, a niska jakość jest niemal wpisana z definicji w wyjątki. Dotyczy to niestety również darmowych usług hostingowych.

Posiadają one masę ograniczeń. Z tych najważniejszych można wymienić:

Na szczęście portale oferujące darmowe domeny charakteryzuje wyższa jakość usług — być może dlatego, że sprawa jest prostsza z technicznego punktu widzenia;

Wszystko to razem powoduje, że strona znajdująca się na serwerze zapewniającym darmowy hosting odstrasza.

W dzisiejszych czasach profesjonalny hosting można otrzymać po relatywnie niskiej cenie. Świadczy to tylko o autorach kolejnych akcji, że ich dziecko nie jest wg nich warte wydania kilkunastu złotych, by zagwarantować mu długie i statyczne życie w Sieci.

7. Po wyjęciu wetknij świeczkę

Reklamy podpięte przez portal zapewniający hosting, jakkolwiek niemile widziane, są zrozumiałe — jest to forma zapłaty.

Reklamy podpięte przez twórców strony również są po części zrozumiałe — w ten sposób twórca łączy przysłowiowe przyjemnepożytecznym.

Problem w tym, że twórcy niewiele wiedzą na temat marketingu w Internecie. Ich reklamy — zazwyczaj kontekstowe, czyli cechujące się pewną dozą nieśmiałości, dzięki czemu łatwiej je zintegrować ze stroną — są użyte lekkomyślnie. Nie dość, że znajdują się w niestrategicznych punktach, to jeszcze ich nagromadzenie kłuje w oczy czytelnika. Co więcej — czytelnik, widząc reklamy, od razu odwraca wzrok w poszukiwaniu treści, po którą przybył. Przy podobnym ostylowaniu reklam i treści (co jest niemal pewne, ze względu na ideę tych pierwszych), znalezienie tej drugiej może zająć ułamki sekund więcej. Ułamki z chęcią irytujące czytelnika.

8. Opraw w papier ozdobny o powtarzalnym wzorze

Konwencja bliźniaczego nazewnictwa byłaby do przyjęcia, gdyby za wszystkimi akcjami stała ta sama grupa. Można by wtedy mówić o pewnej marce.

Jednak śmiem wątpić nawet w to, aby poszczególni autorzy znali się nawzajem, nie wspominając już o współpracy. Dlatego uważam podobne nazewnictwo za wadę — wprowadzającą chaos wśród czytelników. Im większe podobieństwo nazw, tym większe prawdopodobieństwo, że niewprawny czytelnik pomyli dwie różne akcje — czasami faktycznie niezbyt odmienne.

Do tego dochodzi kwestia oryginalności. Czytelnik może pomyśleć Cóż nowego możesz mieć mi do powiedzenia, skoro ubierasz się tak samo jak setka przed tobą? — jak to wpłynie na odebranie strony, nie muszę chyba dodawać.

9. Gotowe!